English version

<<   < Smartkoń Igrzysko bogów >   >>



Poranek Omara Chajjama

Śpiew muezzina podrywa siwe włosy
Choć starzec jest sam, bezwiednie przykrywa pismo dłonią
Nigdy nie wiadomo, czyje oczy patrzą

Świt pada na deski zasłane papierami
Wykresami, trójkątami, a także wierszami
Nie spał przez noc, prześni na jawie dzień cały

Staje w oknie, mierzy okiem horyzont bez końca
Reflektuje nad bezmiarem niewiedzy
Cieszy się ciepłem porannego słońca
A muezzin śpiewa, że Bóg jest wielki

Myśląc, czy będzie z niego dobry dzban wina
Starzec wychodzi z ociąganiem
Wtapia się w tłum wiernych, pochłania go doktryna
W uchu brzmi echem śpiew muezzina

Prawo, filozofia, sztuka, medycyna
Wciąż brzmi echami śpiew muezzina
Spragnione usta wypełnia łyk wina
Wciąż brzmi echami śpiew muezzina
Wiek się kończy, wiek się zaczyna
I wciąż brzmi echami śpiew muezzina
Wciąż brzmi echami śpiew muezzina
Wciąż brzmi echami śpiew muezzina