Polska wersja

<<   < Misiu

Dziecko czasu >   >>



Bajka o jeżyku

Kasia i Zuzia zawsze wracały razem ze szkoły. Ich droga do domu prowadziła wzdłuż dużego lasu. Dziewczynki bardzo lubiły tamtędy chodzić. Często wypatrywały zwierząt między drzewami i krzewami.

Pewnego dnia Kasia i Zuzia wracały leśną ścieżką ze szkoły, rozprawiając o ostatnich lekcjach. Mówiły szeptem, czujnie obserwując las – już dawno nauczyły się, że muszą zachowywać się jak najciszej, jeśli nie chcą przestraszyć jego mieszkańców.

– Patrz! – Zuzia wyciągnęła rękę. – Czy to nie sarna?

Kasia, z lepszym wzrokiem, tylko rzuciła okiem i pokręciła głową.

– Nie. To tylko cień. Wszędzie widzisz sarny – Kasia zatrzymała się, by zawiązać but.

– W końcu jakąś wypatrzę… – wcale niezniechęcona Zuzia rozglądała się wokoło. – Hej! Patrz!

– Co? Kolejna sarna?

– Nie. Jeż!

Rzeczywiście – kilka kroków od ścieżki, w niskiej trawie, przycupnął duży jeż. Kasia i Zuzia zbliżyły się do niego ostrożnie, ale ten wcale nie wydawał się przestraszony. Siedział tylko i przypatrywał się dziewczynkom z uwagą.

– Ale on… ładny – zachwyciła się Zuzia. – Taki poważny. Ale ma pyszczek! Ma takie… królewskie rysy.

– To prawda… Zaraz, poczekaj! – Kasia sięgnęła do plecaka i wyciągnęła z niego papierową, złotą koronę. – Dobrze, że miałyśmy dziś technikę!

Dziewczynka ostrożnie nałożyła koronę na grzbiet jeża.

– Pasuje mu doskonale! – ucieszyła się Zuzia. – Wiesz, on może naprawdę jest królem jeży. W końcu nimi też ktoś musi rządzić.

– Pewnie masz rację… – Kasia ostrożnie głaskała ukoronowanego jeża, nie przejmując się obrazą jego majestatu. On jednak znosił to ze spokojem i godnością.

Dziewczynki nakarmiły jeża resztkami z drugiego śniadania i z ociąganiem ruszyły do domu. Koronę zostawiły na kolczastym grzbiecie.

Oczywiście, Kasia i Zuzia myliły się. Jeże nie mają królów. Ten, którego spotkały, był demokratycznie wybranym prezydentem.

jeżyk :>