Polska wersja

<<   < Lubię lubić ciebie Wyrostek robaczkowy >   >>



Sen bezdomnego filologa

Między chodnikiem a krawężnikiem,
W szczelinie trawy i brudu,
Wpadł mi do rąk złocony zegarek
Z rewersem grawerowanym:
„Godzina jest zawsze twoja”.

Nie miał wskazówek – martwy jak kamień,
Jak północ palce mrożący.
Czemu uniosłem znajdę do ucha?
By szept ten zimny usłyszeć:
„Godzina jest zawsze twoja”.

Z błyskiem i grzmotem niebo upadło;
Uciekłem w suche uliczki.
Nie wiem jak, lecz trafiłem przed progi
Horologiorum magistri.
Byłem już w środku, już przed kolejką,
Lecz mistrz nie poznał się na mnie:
„To nie zegarek,
Ja nie zegarmistrz,
Pan nie ma spodni”.

Cham krótkosłowny został pod sklepem,
A ja ocknąłem się w deszczu.
Spodnie na nogach, nie ma zegarka,
Spoczywam w swojskiej szczelinie.
Ciemne incudes mruczą znajomo:
„Godzina jest zawsze twoja”.